W Siedlcach byłem drugi raz na ślubie – zarazem też drugi raz w życiu(tutaj kilka zdjęć z pierwszego razu). Tym razem nie miałem grypy następnego dnia, ale za to buty mnie obgryzły, także w tej kwestii jest constans. Na szczęście reszta poszła łatwo – młodzi zapewnili emocje i wspaniałą mimikę, mama Izy kanapkę i kawę podczas przygotowań, a dzięki rodzicom Piotrka dowiedziałem się kilku nowych rzeczy o moim dziadku, którego nie miałem możliwości nigdy poznać.
Był to mój pierwszy ślub w tym roku – taka mała rozgrzewka.




Dodaj komentarz